Bielik – bliskie spotkanie z największym szponiastym w kraju

Biskie spotkanie z bielikami

info o bielikach, ciekawostka

Pierwszy raz spotkałem bielika w czasie naszego drugiego wspólnego wyjazdu w Bory Tucholskie. Wtedy samo zobaczenie bielika, jak wzbija się w powietrze i odlatuje, wywarło na mnie duże wrażenie. Większego ptaka w Polsce spotkać niezwykle trudno. Mi wydawał się ogromny. Od tamtego czasu minął już rok i spotkań z bielikiem było niemało. Będąc rok temu na obozie obrączkarskim w Rakutowie usłyszeliśmy ciekawostkę, że gdy całe ptactwo nad wodą podrywa się do lotu to z reguły sygnał, że zbliża się bielik. Poźniej mieliśmy okazję przekonać się o tym na własne oczy. Dokładnie taki sam scenariusz obserwowaliśmy na stawach w Jaktorowie, u nas nad rzeką i (…) na Ujściu Warty. Nic w tym dziwnego. Przysmakiem bielika są ryby. Z czasem tak jest, że kolejne spotkania już nie dają tych samych emocji, wszystko delikatnie powszednieje. Chyba, że wydarzy się coś wyjątkowego…

Na obozie mieliśmy okazję obserwować kilka bielików latających niedaleko obozu, w towarzystwie gromady kruków. Kruki ganiały bieliki bez przerwy, gdy tylko któryś pojawił się niedaleko nich, te od razu go zadziornie ganiały. Na początku widzieliśmy tylko pojedyncze osobniki ale z czasem oczywiste stało się, że gdzieś niedaleko obozu muszą żerować na padlinie. Chcąc to sprawdzić, poszedłem w ich kierunku, starając się nie ujawniać się. Nie było to trudne, bo szedłem wzdłuż małego pasu i krzaków. Gdy byłem już blisko polany na której końcu widziałem dwa bieliki, postanowiłem podejść powoli do rowu w którym rosły wysokie trzciny, i wykorzystując je jako kamuflaż zająć miejsce do obserwacji. Wszystko poszło gładko i chyba właśnie zbyt gładko. Gdy byłem już przy rowie, zająłem miejsce i cieszyłem się obserwacją dwóch bielików ganiających się z mieszanym stadem kruków i srok, poczułem, że coś jest nie tak, ktoś mnie obserwował. Wtedy dopiero zauważyłem w wysokiej trawie 5 potężnych bielików żerujących na padlinie ok. 10m ode mnie. Spojrzenie dorosłemu bielikowi w oczy wprawiło mnie w osłupienie, na kilka krótkich sekund zastygłem i nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby zrobić zdjęcie. Dopiero po chwili powoli obróciłem się w ich stronę i zrobiłem kilka zdjęć. Wiedziałem, że już mnie widzą i zaraz odlecą.. W tym czasie w mojej głowie zrodziła się myśl, lęk czy na pewno jestem bezpieczny? Stojąc tak blisko potężnych bielików czułem olbrzymi respekt.

Od zawsze uwielbiałem poczucie lęku wobec natury, moment w którym przyroda w prosty sposób, bez większego wysiłku uświadamia mi, jak bardzo jest potężna, jak mały jestem ja wobec niej. Patrząc na morze, czuję lęk bo uświadamiam sobie, że wypłynięcie ok 100-200m w głąb to igranie ze śmiercią. Jako ludzie w dużym stopniu odizolowaliśmy się od natury i czujemy się bezpieczni, nie doceniamy jej potęgi. Dopiero gdy spojrzy nam w oczy, to widzimy jak kruche jest nasze życie wobec potęgi natury. Dlatego uwielbiam ciemność. Kiedyś miałem okazję odwiedzić muzeum Draculi w Budapeszcie. Jedną z atrakcji było przejście podziemnego tunelu w kompletnej ciemności. Musiałem przejść kilka korytarzy idąc powoli po omacku, bazując jedynie na słuchu i wyciągniętych rękach. Wilgotne, zimne ściany i woda na podłodze tylko potęgowały uczucie bezradności wobec tak prostego zjawiska jak odebranie światła. Żeby poczuć coś podobnego, wystarczy wybrać się na samotny, nocny spacer po lesie, nie używając latarki.

Spotkanie z bielikami było podobnym przeżyciem. Pokora to jedno z cenniejszych (..)

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *