Stacja Obrączkowania Ptaków Rakutowskie – powrót po roku cz. 1

W zeszłym roku zupełnym przypadkiem wybierając miejsce na urlop dowiedzieliśmy się o Stacji Obrączkowania Ptaków Rakutowskie i błyskawicznie podjęliśmy decyzję, że tam jedziemy. Spędziliśmy tam kilka pięknych dni i wyjeżdżając wiedzieliśmy na pewno, że musimy tam wrócić. Tak też się stało; za stacją tęskniliśmy cały rok, aż w końcu udało nam się pojechać. Dzikie życie, cała doba spędzana w otoczeniu natury, praca przy ptakach, niezwykli ludzie… ledwo wróciliśmy, a już tęsknimy. I oczywiście planujemy powrót!

Stacja Obrączkowania Ptaków Rakutowskie – świeżo zaobrączkowany potrzos

Na Stację przyjechaliśmy w sobotni wieczór. Z radością zobaczyliśmy znajome twarze z ubiegłego roku, ale przede wszystkim miło zaskoczyło nas, jak duża była załoga! W dodatku przywitały nas dwie uszatki błotne, krążące nad obozowiskiem. Lepiej zacząć się nie mogło! Aż do pójścia spać spędziliśmy bardzo miło czas, aklimatyzując się na obozie. Nazajutrz czekała nas pobudka na pierwszy obchód na sieci o szóstej rano. Myśleliśmy o tym cały rok. Nie mogliśmy się doczekać poranka.

Obchód sieci ornitologicznych w trzcinowisku

Wyczekiwany powrót na bagna – Rakutowskie Wita

W niedzielę od świtu weszliśmy już na dobre w obozowe życie. Obchody na dwóch trasach, trzcinowisko na bagnach oraz łozowisko, zwane najchętniej krzakami, odbywają się co godzinę. Nie było żadnego problemu żeby obstawiać obchody i dogadać się, kto gdzie i kiedy idzie – w końcu wszyscy przyjechali na stację w tym samym celu 🙂 atmosfera od początku była bardzo sympatyczna, i tak było przez cały pobyt. A oprócz tego pierwszego dnia naprawdę nie mogliśmy narzekać na brak wrażeń 🙂

Zaczęło się niesamowicie – już z drugiego obchodu do zaobrączkowania został przyniesiony wodnik, jeden z nieśmiałych i skrytych przedstawicieli chruścieli, którego jeszcze nigdy nie mieliśmy okazji zobaczyć na żywo, chociaż już go słyszeliśmy. Potem dalej się działo – w sieciach na bagnach znalazł się zimorodek! Tego ptaka znamy dobrze, ale jego widoku nigdy dość. Dodatkowo pierwszy raz mieliśmy okazję widzieć go z tak bliska.

Ważenie zimorodka po zaobrączkowaniu

Później natomiast stację odwiedziła ekipa TVP Bydgoszcz, skręcając krótki materiał o działalności stacji i pracy ornitologów oraz wolontariuszy. Obserwowanie tworzenia reportażu telewizyjnego na ten temat również było dla nas świetnym doświadczeniem. Ekipa towarzyszyła załodze stacji niemal pół dnia i udało się akurat załapać na kilka ciekawych gatunków.

Odwiedziny ekipy TVP Bydgoszcz na Stacji

Po takim rozpoczęciu, trudno było oczekiwać, że cały czas będzie równie ciekawie. Tego się nie spodziewaliśmy, a tak było! Kolejnego dnia mieliśmy okazję obserwować aż 7 bielików i towarzyszącą im sporą ekipę kruków, nawet do trzydziestu osobników. Jak można się łatwo domyślić, obecność takiej grupy była spowodowana tym, że miały na czym żerować. Dzięki obfitości posiłku, mogliśmy je obserwować na niebie praktycznie cały dzień.

Kolejne dni nie zmuszały nas do pracy na maksymalnych obrotach. Trafiliśmy akurat na okres między przelotami, kiedy długodystansowcy już wyruszyli, a krótkodystansowcy dopiero będą ruszać. Obeszło się zatem bez żadnych nalotów, ptaków na sieciach nie było dużo, a niektóre obchody mieliśmy nawet puste. Nie oznaczało to bynajmniej nudy; na niebie zawsze coś się działo. Dopisywały zwłaszcza błotniaki stawowe, Stacja jest idealnym miejscem do obserwacji tych ptaków. Wśród drapieżników pojawił się także rybołów, i to ze zdobyczą! Udało się także wypatrzeć sokoła wędrownego, co stanowiło nie lada atrakcję. Niebo często przecinały także klucze żurawi, które na Jeziorze Rakutowskim mają swoje zlotowisko.

Na niebie zawsze było widać coś ciekawego 🙂

W międzyczasie mogliśmy rozmawiać, dowiadywać się mnóstwa ciekawych rzeczy, robić zdjęcia, gotować na kuchni polowej i kąpać się w rzece. No żyć, nie umierać 🙂 Poza tym, każde z nas nabrało już większej wprawy w wyciąganiu ptaków z sieci i dzięki temu czuliśmy się dużo pewniej, niż w ubiegłym roku. Czas jednak leciał nieubłaganie, w końcu nadeszła ostatnia noc na obozie. Jak się okazało, noc niezwykła.

Od samego początku poprosiliśmy wszystkich, że gdyby na czyimś nocnym obchodzie złapała się sowa, to żeby nas obudzić. I tak się nie stało aż do ostatniej nocy, kiedy zostaliśmy obudzeni chwilę po północy – jest sowa! Uszatka zwyczajna. Ubraliśmy się w sekundę i w wielkich emocjach polecieliśmy do namiotu głównego. Spotkanie z sową było przeżyciem niemal mistycznym. Pierwsze spojrzenie w oczy z tak bliska dzikiemu, doskonałemu drapieżcy, było przepięknym i wzruszającym momentem. Nasze marzenie się spełniło! Spotkaliśmy sowę.

Obrączkowanie uszatki zwyczajnej (asio otus)

Trudno nam było rozstać się z obozem, wobec czego spędziliśmy tam jeszcze cały dzień, wyjeżdżając dopiero późnym wieczorem, po zakończeniu dnia pracy. Było genialnie; mnóstwo nowej wiedzy, nowe doświadczenia, bardzo miłe nowe znajomości. Zrobimy wszystko co się da, aby jeszcze w tym sezonie wrócić na obóz chociaż na parę dni 🙂 A nasza opowieść o obozie dopiero się zaczyna.. w następnym wpisie garść wiedzy o ptakach, jakie tam spotkaliśmy. Stay tuned! 😉

Magda

Leśny wędrowiec, tropiciel leśnych tajemnic, poszukiwacz nowych ścieżek i znaków od leśnych panów. W lesie najbardziej ciekawi mnie to, co kryją mroki lasu i co niewidoczne na pierwszy rzut oka. Uwielbiam wszelką twórczość inspirowaną lasem, szczególnie jego mrocznym obliczem - zwłaszcza muzykę i rysunek. W lesie odpoczywam i czuję się jak w domu.

Może Ci się również spodoba

2 komentarze

  1. Świetny pomysł na urlop. Piękna przygoda!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *