Ptasim szlakiem – Park Narodowy Ujście Warty

Ścieżkę przyrodniczą „Ptasim szlakiem” chcieliśmy odwiedzić jeszcze w marcu. Niestety epidemia pokrzyżowała wówczas nasze plany wyjazdowe i przegapiliśmy najciekawszy okres obserwacyjny na tym terenie, ale i tak jesteśmy szczęśliwi – w końcu się udało! Z końcem czerwca spędziliśmy dwa cudowne dni na obserwacjach ptaków w Parku Narodowym Ujście Warty. Każda minuta była bezcenna, a wiele obserwacji dosłownie zaparło nam dech.

spacer Ptasim Szlakiem w Parku Narodowym Ujście Warty
bociany białe, konie i krowy

Park Narodowy Ujście Warty znajduje się około pięćdziesięciu kilometrów od mojej rodzinnej miejscowości, a pół Polski oddziela go od miejsca w którym mieszkamy. W oczywisty sposób nastawiliśmy się zatem, że do Parku wybierzemy się przy okazji odwiedzin u rodziny. Tak też się stało, chociaż dużo później niż chcieliśmy. Wiosna i jesień to najciekawszy czas na obserwacje w tym terenie, ponieważ jest to olbrzymie stanowisko lęgowe dla wielu gatunków ptaków. My trafiliśmy tam już po okresie lęgowym, ale jeszcze jakieś wyrośnięte co prawda maluchy udało się zobaczyć 😉 Jednak niesamowite obserwacje jakie nas tam czekały, zrekompensowały nam całkowicie wcześniejszy żal po przegapieniu najlepszego momentu na wizytę w Parku. Matka Natura zrobiła dla nas bardzo wiele i postarała się, by pokazać nam niesamowite rzeczy.

Ptasi Szlak to tak naprawdę dwukilometrowe stanowisko obserwacyjne

Początek lata był bardzo ciepły, zatem wstając o 4 rano by wybrać się na Ptasi Szlak, ubraliśmy się w krótkie spodnie i koszulki. Zaspani wsiadaliśmy do auta pośród gęstej jak mleko mgły. Liczyliśmy na to, że w czasie niemal godzinnej podróży mgła się ulotni… nic z tego. Mgła wisiała sobie niewzruszona. Na Ptasim Szlaku przywitała nas widoczność sięgająca może kilkunastu metrów. Cóż, mówi się trudno, i rusza się dalej. W krótkim rękawie, w zimnej, mokrej i gęstej mgle.

Mglisty i chłodny poranek na Ptasim Szlaku

Ten mało obiecujący początek spaceru może przez moment nas zniechęcił, ale nie na długo. Po chwili straciliśmy z oczu parking, widzieliśmy tylko betonowy trakt, z obu stron ginący we mgle. I wtedy zaczęło się robić magicznie. Nie widzieliśmy żadnych ptaków oprócz pliszek i skowronków na drodze, ale za to słyszeliśmy wokół bardzo wiele. Niezliczone wręcz krzyki gęsi, krótkie i ostre zawołania czapli, piski jaskółek, krzyki krążących drapieżników, i kipiący wręcz świergot z niskich zarośli po obu stronach drogi, w których właśnie zaczynały dzień drobne ptaki.

Ptasi Szlak, Park Narodowy Ujście Warty
taka mgła przywitała nas na Ptasim Szlaku

Udało nam się jednak co nieco zobaczyć. Szlak wiedzie wzdłuż rzeki, dzięki czemu z bliskiej odległości mogliśmy podziwiać rybitwy czarne. Pokazały się też dymówki, przelatujące nisko nad wodą. W takim towarzystwie dotarliśmy do końca betonowego szlaku. Tam usiedliśmy na betonie chwilę odpocząć i poczekać – zauważyliśmy pierwsze, białe promienie zimnego słońca, rozpraszanego przez mgłę. Minęła chwila, a gęste krople zaczęły się podnosić. To niesamowite uczucie, stać pośród ulatującej ciężkiej mgły, która zostawia wilgoć na ubraniach. Zniknęła wreszcie i zaświeciło słońce, i całe szczęście, bo zdążyliśmy nieźle przemarznąć.

gęsi gęgawy w Parku Narodowym Ujście Warty
gęsi gęgawy na Ptasim Szlaku

W drodze powrotnej w końcu zobaczyliśmy te stada gęsi, a przy okazji bociany białe, czaple siwe, kilka nurogęsi oraz ogromne stada koni i krów. Udało się ustrzelić kilka zdjęć, ale i tak wracając stamtąd czuliśmy ogromny niedosyt. Postanowiliśmy, że zanim wrócimy do domu, koniecznie musimy jeszcze raz wybrać się na Ptasi Szlak. Zrobiliśmy to dwa dni później i była to cholernie dobra decyzja.

Tym razem Ptasi Szlak przywitał nas skąpany w słońcu. Z daleka już było widać stada gęsi odpoczywające na łąkach, licznie towarzyszyły im czaple siwe, w oddali było nieco czapli białych. Tuż przy początku szlaku, po świeżo skoszonym polu dumnie kroczyły bociany białe, a nad polem krążyły kanie. Pierwszy raz widzieliśmy te przepiękne drapieżniki, i od razu dwa gatunki – kanię czarną i kanię rudą. Zwłaszcza ta druga pozwoliła nacieszyć sobą oczy. W przelocie widzieliśmy także bociana czarnego, a na koniec spaceru w powietrzu rozegrał się prawdziwy spektakl. Nadleciał dorosły bielik, jego pojawienie się sprowokowało całe stada gęsi i grupy czapli do zrywu w górę; mieliśmy już okazję to obserwować w przeszłości i wiemy czyja obecność powoduje taki zryw. Obserwowaliśmy lot bielika dobrą chwilę, po czym mieliśmy pierwszą okazję zobaczyć tego ogromnego ptaka w akcji – upolował coś na łące, ale była to ledwie przekąska. Po chwili szamotania, odleciał ze swoją niewielką zdobyczą w szponach.

Ptasi Szlak w Ujściu Warty to jeden wielki punkt obserwacyjny. Momentami dosłownie chciałoby się mieć oczy dookoła głowy, wszędzie coś się dzieje. Gdzie nie spojrzysz, tam widzisz ptaki – w locie, na łąkach, na niskich zaroślach. Istny ptasi raj. A, jak mówiliśmy – to wcale nie był najbardziej atrakcyjny obserwacyjnie okres! Marzymy, by wrócić tam na jesień i bardzo się postaramy, by tak było.

bóbr europejski w Parku Narodowym Ujście Warty
na szlaku towarzyszył nam bóbr

Ptasi Szlak o dziwo zapewnił nam niesamowite spotkania nie tylko z ptakami. To właśnie tam podczas spaceru towarzyszył nam dorosły bóbr, a nawet po raz pierwszy mieliśmy okazję zobaczyć bobrze dziecko. Takie urocze maleństwo, mała kopia rodziców, gabarytowo konkurująca z obecnymi tam licznie liśćmi grążela żółtego. No sama słodycz.

Wracając w stronę parkingu po spotkaniu z bobrem, dla odmiany od rześkiego poranku, płonęliśmy już żywym ogniem. Warto wspomnieć, że na szlaku nie ma żadnych drzew, które dawałyby choć odrobinę cienia. Trzeba mieć to na uwadze, planując się tam wybrać w słoneczny letni dzień. Im bliżej południa, tym bardziej człowiek się smaży jak na patelni.

gronostaj w Parku Narodowym Ujście Warty
gronostaj, jeden z członków uroczej rodzinki

A już na odchodnym… wracaliśmy wycieńczeni palącym słońcem i bardzo małą ilością snu, kiedy spotkaliśmy polującą rodzinę gronostajów. Trudno jest cokolwiek powiedzieć o tym spotkaniu; obserwowanie tych małych łupieżców było nieporównywalne z niczym innym. To są dosłownie miniaturowe maszyny do zabijania, co i rusz wracały ze zdobyczą w postaci drobnego gryzonia. Jednocześnie przy tym wszystkim ich aparycja rozbraja na łopatki urokiem, są niemożliwe 😀 Na naszym kanale YT pojawi się film z tego spotkania, stay tuned 😉

My już kompletnie bez sił, a ciągle był jakiś model do zdjęcia 😉

Było już południe, my spaliśmy ledwie kilka godzin, a za kilka następnych czekała nas sześciogodzinna podróż do domu. Byliśmy wycieńczeni upałem, po spotkaniu z gronostajami ledwie się zwlekliśmy z rozgrzanego betonu do samochodu. A kiedy już byliśmy w aucie… pojawiło się jeszcze kilku wdzięcznych modeli. Ostatnie zdjęcia z wypadu powstały właśnie wtedy, kiedy byliśmy już bezsilni i zmęczeni do granic. Ale czasem, dla tego jeszcze jednego spotkania, jeszcze chwili wśród zwierząt… Warto 🙂

Magda

Leśny wędrowiec, tropiciel leśnych tajemnic, poszukiwacz nowych ścieżek i znaków od leśnych panów. W lesie najbardziej ciekawi mnie to, co kryją mroki lasu i co niewidoczne na pierwszy rzut oka. Uwielbiam wszelką twórczość inspirowaną lasem, szczególnie jego mrocznym obliczem - zwłaszcza muzykę i rysunek. W lesie odpoczywam i czuję się jak w domu.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *