Magia ognia

Ogień. Jedno z najważniejszych zjawisk w dziejach ludzkości. Dziki, niebezpieczny, tajemniczy i fascynujący. Bano się go, ale także w różny sposób podziwiano, czczono jak coś niemal nadnaturalnego. Przypisywano mu mnóstwo niezwykłych cech, wierzono w jego specjalne właściwości i magiczne moce.

„Nie zmarnujemy czasu, poświęcając kilka sekund na zadumę przy pierwszym rozpaleniu pieca późną jesienią. Za każdym razem, gdy pocieramy zapałkę, trzymamy w palcach jeden z najbardziej przydatnych wynalazków ludzkości. Utrzymanie przy życiu ognia od tysięcy lat było umiejętnością krytyczną, a płomień jest ważnym elementem w niemal wszystkich religiach świata.”

„Porąb i spal. Wszystko, co mężczyzna powinien wiedzieć o drewnie”, Lars Mytting

Z bardziej przyziemnych kwestii; jego okiełznanie skierowało rozwój cywilizacji na nowe tory, otworzyło mnóstwo nowych dróg. Niemalże niezależnie od danej kultury, systemu wierzeń czy tradycji, sacrum i profanum spotyka się właśnie w postaci ognia. Jego rola użytkowa to jedno, jego rola rytualna czy magiczna to drugie. Trudno jednak znaleźć osobę, która nie podzielałaby pewnej fascynacji zjawiskiem tańczących płomieni. Ogień przyciąga niemal wszystkich, jak żaden inny żywioł. Esencja natury ludzkiej; dobro i zło. Potężna moc sprawcza i siła destrukcyjna. Paradoksalna paralela sprzeczności. Logika i absurd. Natura ludzka i natura ognia są do siebie podobne wręcz bliźniaczo – stąd też dość prosto nasuwa się wniosek, że związek człowieka z ogniem jest bardzo silny i zachodzi na wielu płaszczyznach.

„Ogień jest n a j w a ż n i e j s z ą zdobyczą ludzkości. Bez gorejących płomieni nasz mózg nie osiągnąłby obecnej wielkości. Dopiero gotowanie pokarmu pozwala lepiej trawić nie tylko wiele owoców, ale i mięso, dzięki czemu jedzenie dostarcza zdecydowanie więcej energii. (…) Ponadto bez ognia zwycięski pochód człowieka przez glob skończyłby się już w Afryce. Jak inaczej miałby się on ogrzać na przykład w trzaskające mrozy zimową nocą na syberyjskich przestworzach?”

„Dotknij, poczuj, zobacz”, Peter Wohlleben

Oczyszczająca moc ognia

Jasnym jest, że ogień w życiu każdego człowieka ma właściwości użytkowe; nie ma zatem nad czym się specjalnie rozwodzić, wszyscy wiemy jak jest. Dopiero dalej robi się ciekawie; kiedy zastanowimy się, co tak naprawdę każdy z nas indywidualnie widzi wyjątkowego w tej magii płomieni. W moim przypadku, najbardziej odczuwałam oczyszczającą moc ognia. Można w to wierzyć lub nie, ale faktem jest, że zupełnie inaczej czułam się na przykład po spaleniu przedmiotu wiążącego się z jakimś silnym, złym wspomnieniem. Pozbycie się takiego namacalnego łącznika z czymś negatywnym, rzeczy nasiąkniętej trudnymi emocjami, miało dla mnie zawsze właściwości wręcz uzdrawiające. Ogień oczyszczał – wraz ze spaleniem przedmiotu, w nicość były wysyłane wiążące się z nim myśli i emocje. Nigdy takiego efektu nie dało po prostu beznamiętne wyrzucenie takiej rzeczy.

„Spoglądałem w płomień bez przerwy, ani przez chwilę nie zastanawiając się, że gdzieś istnieć musiała granica między światłem świecy a żywymi płomieniami, które właśnie buchały na mnie prosto z ogniska. Ognista jest granica między światem żywych i umarłych. Rzeka ognia oddziela doczesność od wieczności, czyżbym tak bardzo się do niej zbliżył?”

„Rumunia. Podróże w poszukiwaniu Diabła”, Michał Kruszona

Ogień pozwalał mi również w pewien sposób „oczyścić” atmosferę w jakimś miejscu, usuwając ciążące w nim echa silnych, złożonych i nieprzyjemnych uczuć. Tak było chociażby z pokojem, w którym wylałam morze łez i krzyczałam przez niezliczoną ilość godzin po nagłej i niespodziewanej stracie najbliższej osoby. Po czymś takim nie da się tak po prostu, normalnie i bez emocji przebywać w miejscu tak przesiąkniętym strasznym bólem. Właśnie ogień pomógł mi uporać się z koszmarnie przytłaczającą atmosferą miejsca, w którym przeżywane było cierpienie ponad siły, a w którym musiałam jakoś funkcjonować nadal. Aura miejsca wyczuwalnie łagodniała po każdym takim moim rytuale. Ogień. Miałam swoje sposoby; spalałam poszczególne rzeczy, by wywołać oczyszczający płomień i uzyskać dym o oczyszczających właściwościach. Ogień to najsilniejszy środek oczyszczający, jaki znam; taki, który potrafi oczyścić nawet to, co niewidzialne, nienamacalne.

Przyziemna magia ognia – czary krzesiwem i rozpałką czynione

Dla mnie piękno płomieni jest i było poruszające i przyciągające, niemniej przez długi czas nie urzekło mnie na tyle głęboko, by zaistniała jakaś zażyłość. Nie ciągnęło mnie do samodzielnego rozpalania ognisk, nauki obchodzenia się z ogniem w sposób bezpieczny czy gotowania na ogniu. Co innego Marek.

Marek lubi i umie obchodzić się z ogniem. A co dla mnie było od początku najistotniejsze; po nim to bardzo widać i to się bardzo udziela. On i ogień, tacy podobni, tak pasujący do siebie. W moich oczach widok jego rozpalającego ognisko jest jeszcze bardziej magiczny, niż same płomienie. I właśnie za jego sprawą spojrzałam na ogień zupełnie inaczej, niż kiedykolwiek wcześniej.

„Główną zaletą krzesiwa jest to, że można nim podpalić niemal nieskończoną ilość różnych typów naturalnych hubek. Oto kilka przykładów: wióry z kory brzozy (nie odcinaj płatów z żywego drzewa, zbieraj tylko naturalnie liniejącą korę), drzazgi z gałązek wierzby, świerku, cedru itp. (iskrami podpalasz świeże strużyny), sucha trawa, (…)”

„Bushcraft czyli sztuka przetrwania”, Ray Mears

Marek nie pozwala mi się lenić. Tak było od początku; angażował mnie w aktywne uczestnictwo we wszystkich leśnych sprawkach, nie ma że przychodziłam na gotowe. To dzięki niemu poznałam i nauczyłam się o ogniu od strony technicznej praktycznie wszystkiego, co wiem. To on nakłonił mnie do pierwszego w moim życiu samodzielnego wykrzesania ognia, właśnie przed skrzesanie iskier na samodzielnie zebraną korę brzozy. On kazał zbierać drewno do ogniska i patyczki do składanej kuchenki, pokazując jakie się nadają (nie, nie jest dla mnie oczywiste na pierwszy rzut oka, które są suche). On pokazał, co po kolei i w jaki sposób dokładać do ogniska, by utrzymać płomienie w sposób stabilny. Dzięki niemu po raz pierwszy poznałam smak jedzenia przygotowywanego na ognisku. Dla mnie patrzenie na niego pracującego przy ogniu to obserwowanie, jak dzieją się czary.

Uważaj, czego sobie życzysz, bo może się spełnić – wyszepcz życzenie prosto w płomienie, czyli ogień jako sposób komunikacji

Odkrywszy już zalety ognia w postaci klimatycznego ogniska biwakowego, odnalazłam dla siebie już tak naprawdę trzy wyjątkowe oblicza ognia. Otóż, poza właściwościami oczyszczającymi i bycia nieodzownym elementem leśnego życia i biwakowania, ogień to także.. sposób komunikacji. A tak. Ogień w sposób oczywisty komunikuje lokalizację, to jasne. Płomyki i iskry mogą być drogowskazami, które ktoś wysłał; mogą być pomocą i prowadzić wprost do celu, a mogą też zupełnie zmylić drogę i wysłać kogoś nieostrożnego wprost na manowce.

„Doznam strachu czy nie doznam? – pomyślał Tajemnik, lecz strachu i tym razem nie doznał. Takie już było jego przeznaczenie, że strach mu na drodze do złego nie stawał.  Poszedł wprost w kierunku owego płomyka, aż tu nagle i drugi płomyk się ukazał, i trzeci, i czwarty.
Cały las zbłękitnił się zjawionymi płomykami, aż zaroiło się w nich od tych migotów zaklętych (…)”

„Klechdy Polskie – Jan Tajemnik”, Bolesław Leśmian

Naturalnie, ogień był i jest sposobem komunikacji między światem żywych i umarłych, ale też w swej bardziej przyziemnej postaci – oczywiście służy do nadawania komunikatów w namacalnym, ludzkim świecie. Płomień czy też dym z ogniska był wykorzystywany do nadawania sygnałów na odległość praktycznie odkąd tylko ludzie nauczyli się go opanowywać, jak świat długi i szeroki. Wykorzystanie ognia jako komunikatora było charakterystyczne na przykład dla Indian północnych i do dziś jest tak używane przez Indian południowych, poza funkcjami magicznymi rzecz jasna. A tutaj bliżej naszego podwórka, to podobnie jak w innych krajach nadmorskich, istotną funkcją komunikacyjną były nadbrzeżne ogniska – praprzodkowie dzisiejszych latarni morskich.

„Mijały lata i wieki, a ognisko na Rozewskim Haku nie wygasało. Na rozkaz polskiego króla wybudowano tu wieżę, by zbawczy płonie dalej jeszcze był widoczny, opiekę zaś nad nim powierzono potomkom Fabisza i Krysty. Dobrze się oni wywiązywali ze swego obowiązku. (…) Nawet po śmierci grzebano ich nie na żarnowieckim cmentarzu, ale tutaj, pod latarnią, na kępie gliniastej. W krzewach złotego żarnowca czerniały pochylone krzyże na ich mogiłkach, a mewy zawodziły nad nimi żałobne swoje pieśni.”

„Klechdy domowe. Podania i legendy Polskie – Przemienieni w buki”, zebrała Hanna Kostyrko

I ja nauczyłam się korzystać z tego kanału komunikacji, w sobie właściwy sposób. Kieruję tą drogą życzenia. Wystarczy, że pomyślę życzenie, a nad płomieniem wyszepczę imię. Używam tego jednak z wielką rozwagą, z namysłem i nigdy z błahego powodu; zdarzyło mi się już sparzyć. Bo działa niezawodnie. Dlatego muszę bardzo uważać, czego sobie życzę – bo się spełnia. Magia ognia drzemie w naturze ludzkiej, w każdym ludzkim sercu. Wystarczy dać mu zapłonąć. Ja swoją wykrzesałam i dbam, by nie zgasła.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *