Jesień – naturalny czas umierania

Jesień to w świecie przyrody czas śmierci. Tak jak wiosną natura budzi się i rodzi na nowo, obserwujemy jak w jej żyłach zaczyna krążyć zielona esencja sił witalnych, a jej pierś unosi się nowym tchnieniem życia; tak jesienią obserwujemy jak zasypia i umiera. Jest w tym pewien rodzaj ponurego piękna, które dobrze jest doceniać – bez niego przecież nie było by czasu powrotu do życia. Zamknięty krąg życia i śmierci nigdy nie jest przerwany; wszystko ma swój czas i musi nadejść. A potem zatoczy koło i powróci znowu w swoim czasie. Wąż Uroboros pożera się cały czas, w nieskończoność. A kto żyw, po raz kolejny wita i przechodzi jesień.

„There’s not much left to love
too tired today to hate
I feel the empty
I feel the minute of decay”

“Minute of Decay”, Marilyn Manson

Łatwo kochać jesień za jej złote, słoneczne oblicze. Równie łatwo kochać promienie ciepłego światła torujące sobie drogę pomiędzy barwnymi liśćmi, kołyszącymi się leniwie w południowym wietrze. Łatwo też jest kochać to, co jasne, dobre i ciepłe. Dużo trudniejsze i bardziej wymagające jest uczucie do tego co zimne, mroczne i takie milczące, prezentujące swoje niezbyt zapraszające i przyjazne oblicze. Taki jest listopad. Jesień w listopadzie pokazuje zupełnie inną twarz, niż cudowna październikowa rudość.

„Jesień to początek tego zimnego i ciemnego okresu, który trzeba jakoś przetrwać. Dlatego drzewa przechodzą w stan spoczynku i zamykają wewnętrzne fabryczki, w których za pomocą fotosyntezy wytwarzały substancje odżywcze.”

„Wielka księga prawdziwych tropicieli”, Adam Wajrak

Późna jesień, ta mroczna, czarna i mokra, to był dla mnie czas długich, samotnych spacerów przez ponury las. Znikałam w lesie na kilka godzin, by całą sobą odczuwać i doświadczać przemijania w sposób wręcz namacalny. Byłam zakochana nieprzytomnie w tej swojej jesiennej samotności. Dla mnie to była najwyższa postać wolności, jakiej dotychczas udało mi się poczuć. Ja, pośród martwej ciszy, w lesie uśpionym, spowitym ciężkim, gęstym powietrzem, snującym się nisko przy ziemi; zupełnie jakby do leśnej ściółki przylgnął śmiertelny całun, który przebiją dopiero pierwsze zielone pędy wiosny. Wielokrotnie czułam się tak, jakbym była jedyną żywą istotą pośród leśnej głuszy.

W tym roku po raz pierwszy od początku jesieni, ktoś wkracza ze mną w ten świat ramię w ramię. Nie chodzi tu o wspólne wyjście na spacer – to o wiele za proste; chodzi o dzielenie tego poczucia, że oto czas, w którym las toczy rozkład. I znajdowanie w tym realnej fascynacji. Bo to jest piękne.

Jedna minuta rozkładu – wystarczy chwila by wszystko zapłonęło, wystarczy chwila by wszystko umarło

W jednej chwili wszystko płonie żywymi kolorami ognia, od żółci przez pomarańcze aż po głęboką czerwień. W kolejnej wszystko to opada, wyścielając leśną ściółkę grubym, kolorowym dywanem. Zaraz potem słychać jakiś szmer, jakby podmuch ostrego wiatru zmierzwił opadłe liście, zdmuchując z nich ostatnie okruchy życia. A zaraz potem z ciemności rozsnutej pomiędzy drzewami wychodzi śmierć, stąpając swymi suchymi, kościstymi stopami, a przy każdym jej kroku słychać szelest uschniętych liści i trzask łamanych martwych już gałązek. Nadchodzi śmierć, w całym swym majestacie; pod jej spojrzeniem ostatnie gałęzie pustoszeją z liści i rozpadają się ostatnie muchomory i olszówki. Powietrze przesyca stęchły zapach rozkładu.

„Panował tu wieczny mrok. Drzewa rosły ciasno, niepokojąco blisko siebie, nie miały dosyć miejsca na gałęzie i były bardzo cienkie. Ziemia wyglądała jak mokra skóra. (…)
To był inny świat. (…) Nikt tu nie próbował zrobić ścieżki i nikt nigdy nie odpoczywał pod drzewami. To był las gniewu.”

„Dolina Muminków w listopadzie”, Tove Jansson

Jesienny turpizm

Ze świata uciekają wszystkie kolory; tak będzie przez cały listopad, do czasu aż po raz pierwszy wzejdzie grudniowy księżyc. Od tego momentu las to już tylko odcienie szarości, czerń i biel. Listopad jest chyba najbardziej niesamowitym miesiącem w ciągu roku. Cała natura płonie czerwienią, po czym obraca się w czarne popioły. Nad wszystkim coraz śmielej rozciąga się cień śmierci. Wiosną od tego co brzydkie uwagę odciąga wybuchający rozkwit, wszystko ustrojone jest kwieciem. Latem brzydota skryta jest w splątanym zielonym gąszczu, kipiącym bzyczącym życiem.

A dopiero jesień dostarcza turpistycznych doznań i pokazuje nagą prawdę; to, co trudniej dostrzec w żywym lesie. Milkną też wszystkie dźwięki, prawie nie słychać już ptaków. Nadchodzi ponura, ciężka cisza, w której słychać tylko własne myśli i nic ich nie rozprasza; trzeba się z nimi mierzyć. Natura odarta ze wszystkich ozdobników jest taka jaka jest, a jeśli się ją kocha, to w całości – wiadomo, inaczej to nie jest miłość. Kocha się więc wszystko, także oblicze mroczne. Także śmierć, jak to w naturze.

„Słyszy się jeszcze ptasie pozdrowienia i ostrzeżenia, lecz tylko jeden ptak na łące jeszcze naprawdę śpiewa: rudzik. Nawet zimą będzie w ten sposób bronił swoich małych posiadłości. Mimo wielkiego uroku, jaki ma zwłaszcza na kartkach świątecznych, rudzik jest okrutnym małym drozdem. Martwy rudzik leży teraz w trawie obok zarośli. (…) Świat wokół umiera.”

„Prywatne życie łąki”, John Lewis-Stempel
martwy rudzik

Ponurą jesienią najbardziej zachwyca mnie świat makro. Kiedy usiądę pośród suchych liści, rozpadających się grzybów, suchych patyczków i wszystkiego innego co umarło i spadło na leśną ściółkę, czuję się częścią natury bardziej niż w jakichkolwiek innych okolicznościach. Czuję, że tak jak całą naturę, tak i mnie obowiązuje krąg życia i śmierci; tak i ja jestem jego częścią. Także dla mnie przyjdzie czas umierania. Dobrze, że jest jesień, dobrze, że o tym przypomina tak dobitnie; dzięki niej właśnie umiem doceniać czas, który mam i nie tracić go na rzeczy zbędne, na rzeczy które mnie zatruwają, na rzeczy których nie potrzebuję. Dzięki jesieni czuję się realnie śmiertelna. Po prostu czuję się żywym elementem natury, który tak jak wszystko inne w pewnym momencie umrze, czymkolwiek by nie było. Czuję jedność z całą naturą.

„I am a mortal, but am I human?
How beautiful life is now when my time has come”

„Life eternal”, Per Yngve Ohlin

Śmiertelne piękno

Kocham siedzieć w liściach I przyglądać się gasnącemu życiu w najniższej warstwie lasu, chłonąc słodkawy, stęchły zapach rozkładu roślin i grzybów. W górze nic już nie ma; ostre, czarne i puste gałęzie wystrzelają w niebo. Na niektórych suchych gałęziach zachowały się jeszcze martwe owoce. W dole jeszcze coś się tli, chociaż niewiele. Widać ostatnie niemrawe już owady wędrujące w poszukiwaniu jakichś resztek. Wszystko robi się suche i czarne dosłownie w oczach; obumiera z minuty na minutę. Wystarczy jedna minuta rozkładu, by już zauważyć różnicę. W żadnej innej sytuacji nie jestem w stanie tak dobitnie poczuć upływu czasu i znaczenia, jakie ma każdy jeden moment. Śmiertelne piękno jesieni uczy bardzo wiele, jeśli tylko chce się odebrać tą lekcję. Zresztą, cała natura to wspaniały, cierpliwy i skrupulatny nauczyciel.

„Jakże nieopisanie niewinna i dobroczynna jest Natura – słońce, wiatr i deszcz, lata i zimy ileż dają zdrowia, ileż radości! I tyle mają zrozumienia dla naszego gatunku, że gdyby jakiś człowiek bolał kiedyś nad słuszną sprawą, odbiłoby się to na całej Naturze: promienie słońca by zblakły, wiatry szeptałyby litościwie, chmury by płakały deszczem, lasy potraciłyby liście i w środku lata stałyby okryte żałobą. Czyż mam nie odczuwać porozumienia z ziemią? Czyż sam nie jestem w pewnej części ulepiony z liści i roślin?”

„Walden, czyli życie w lesie”, Henry David Thoreau

Wiem, że natura zatoczy krąg i dla niej przyjdzie wiosna. Ale dla mnie nie musi; nie musi dla nikogo z nas. Dlatego warto pochylić się nad tą leśną ściółką w listopadowy, chłodny i mokry dzień. Dlatego warto przypomnieć sobie o przemijaniu, o śmierci, która dotyka wszystkiego co żywe. Na mnie nic nie działa bardziej ożywczo niż myśl o tym, że przecież i ja umrę. Świadomość tego jest piękna; bo pięknie jest żyć w świecie, w którym wszystko jest wyjątkowe i niepowtarzalne. Żadna minuta nie upłynie drugi raz, a tylko minuta dzieli wszystko od rozkładu. Jedna minuta rozkładu potrafi uświadomić, jaką wagę ma każda minuta życia.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *